Dziś zajżałem na swojego bloga, który zakurzył się już mocno i znalazłem taki oto wpis datowany na lipiec:
"Już na początku przygody z pisaniem (która de facto porzuciłem na długi czas) mówiłem o tym iż najlepiej pisze się pod wpływem złości. To się świetnie składa ponieważ jestem nieziemsko wkurwiony. trzęsie mnie jak tylko pomyślę sobie, że pora iść do pracy. Pytanie jakie sobie stawiam to: Czy to wszystko jest warte takich nerwów? Czy warto tracić zdrowie i siły na wkurwianie się za każdym razem kiedy widzę logo swojej firmy zbliżające się gdy idę odbić kartę zegarową. Otaczająca hipokryzja i atmosfera niepewności nie jest czynnikiem motywującym do pracy, droga kadro zarządzająca!!! Przykre jest to że za każdym razem kiedy sobie przypominam stare dobre czasy to widzę jak teraz jest chujowo, jak ludzie zwalniają się nie dlatego że za mało zarabiają, tylko dlatego że firma która wciska ciemnotę o tym jak człowiek jest najważniejszy w rzeczywistości ma ich głęboko w dupie. W tej firmie nie warto awansować, ludzie boją się awansu, bo kiedy idziesz coraz wyżej piorą ci mózg coraz bardziej i zamieniasz się w pacynkę z wielkim palcem w dupsku, a twoje ideały i twoje zdanie są szczelnie zaklejone grubą taśmą do której przylepiony jest zapisany w regulaminie uśmiech. Kiedy widzę pracownika sprzed 5 lat widzę uśmiechnięta pełną zapału osobę, która stara się zrobić coś dla ogółu, która pracuje w zespole bo tego chce, która pomaga innym bo wie że kiedy sama będzie potrzebować pomocy to ją dostanie. dziś widzę 20 zakładników w obozie pracy, gdzie w nagrodę rzucane są ochłapy i z roku na rok zakładników ubywa a ilość pracy nie zmienia się ani trochę.
Daję swojej firmie ostatnią szansę, ostatnią bo już dostała ją dwa razy. Do trzech razy sztuka, mam nadzieję że tym razem coś się zmieni bo to co się dzieje przestało być zabawne już dawno temu, a teraz doprowadza mnie szału."
Muszę z przykrością stwierdzić, że trzecia szansa została przeżuta i wysrana. Ot taka myśl przyszła mi do głowy: Znajdź inna pracę. I muszę Wam powiedzieć, że zacząłem jej szukać na pełnych obrotach. Dosyć mam tej nerwowej atmosfery. Trzęsie mnie na samą myśl, że muszę iść do pracy. Tak nie powinno być, nie życzę nikomu tego co przeżywam teraz. Jadąc tramwajem do pracy powtarzam jak mantrę jak tej pracy nienawidzę. mówię koniec, dość, STOP. Przez ostatni czas powtarzałem sobie, że zawsze może być gorzej, co ciekawe było. Za każdym razem było coraz gorzej. Jak tylko znajdę coś innego to spierdalam moi drodzy. Za jedną rzecz jestem jednak wdzięczny obecnemu pracodawcy: wiem jak nigdy nie będę traktował swoich pracowników.
mahalo
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz