czwartek, 6 czerwca 2013

Tak jak przewidziały gwiazdy

Wiedziałem... Moment krytyczny nadszedl. Osiagnalem dno emocjonalności. Z pedem komety zajebalem w grunt, przez co powstal gigantyczny krater. Moze to lepiej, uświadomiłem sobie ze nic nie jest pewne i wieczne. Krater mam zamiar czyms wypełnić, w koncu tyle miejsca nie moze się zmarnować. Mam nadzieje ze nastapi teraz od tego dna odbicie bo pograzam sie z dnia na dzien coraz bardziej. Zostaje ja i moje myśli. Dzis kolejny dzien w pracy ktorej nienawidzę. I światowy dzien pocalunku na ironie losu.

środa, 22 maja 2013

no kurwa ja pierdole

tak.....
nadszedł ten chujowy moment. W życiowej sinusoidzie osiągam wartość -1, niestety zbliżam się do niej od lewej strony co oznacza, że jeszcze nie jest totalnie beznadziejnie, dopiero będzie. W jaki sposób się to odsłoni? Zawodowo, jest szansa. Sercowo, strzeżcie nowi bogowie i starzy aby nie. Mam też nadzieję, że nie rodzinnie. Pomijam fakt, że połowę złych rzeczy wmawiam sobie, a co gorsze, a nawet najgorsze nie mówię nikomu o tym co mnie boli, bo to przecież "bez sensu". Więc bije się z myślami, przegrywam raz po raz, podnoszę się i bije dalej nie mając najmniejszych szans na zwycięstwo. Już nic kompletnie nie rozumiem, moje życie stoi w punkcie, którego nie ogarniam. Czy jest mi dobrze? Czy jest mi źle? Zwyczajnie nie wiem. Chwilami się czuję jakbym nie był w stanie czuć czegokolwiek po czym odczuwam wszystko co najgorsze. Mówią, że raz na wozie raz pod wozem, a gdzie jestem ja? Zdecydowanie widzę wóz więc się pod niego nie wpierdolę, no chyba, że celowo, ale na wozie to ja nie jestem na pewno. Szukam rady, szukam odpowiedzi, szukam w tym wszystkim siebie. I te jebane wątpliwości. Który był na tyle zabawny żeby wymyślić coś takiego jak niepewność? Dlaczego jestem tak nie pewny siebie? W sumie powinienem się zapytać dlaczego znowu? Jedno wiem na pewno, muszę to ogarnąć bo znam siebie i długo tak nie dam rady....
oby kurwa prędko...

niedziela, 12 maja 2013

O co mi kurwa chodzi?

Ostatnimi czasy zaczynam się zastanawiać nad swoim życiem. Balansuje przez to na granicy załamania nerwowego i ostentacyjnego szczęścia. Tak moi drodzy, do mojego raju wkradly sie chmury gradowe i bombardują mnie boleśnie zimnymi szpikulcami. Spalam się żywcem, co gorsze spalam się przez samozapłon, bo standardowo nie jestem w stanie uspokoić mysli. ponad 90 % naszych obaw się nie sprawdza, co wiec nas sprowadza do tego błędnego koła zwanego strachem. Czy chroniczny brak zaufania do kogokolwiek wyniosłem z domu?
Czy moze potrzebuje lekarza.... Czuje sie chory, czuje sie zły, czuje sie oszukany albo w ogole sie nie czuje. Zaiste smutny jest ten dzien.

wtorek, 12 marca 2013

New life

Nowe życie. Nowe miejsce. Nowi znajomi. Dziś moi drodzy ostatecznie odciąłem ostatnią nitkę łączącą mnie z przeszłością. Nitka ta zawędruje aż do Łodzi, niech tam zrobią z niej pożytek. Z każdym dniem uświadamiam sobie, że nie muszę się już niczym przejmować. Studia skończone, co miesiąc stały dochód na koncie, miłość kwitnie. Tyle radości i szczęścia,że idzie się porzygać. Jednak ani trochę nie zanosi się u mnie na torsje. Żyję już na tym padole prawie 27 lat i muszę powiedzieć jedno: nigdy nie byłem szczęśliwy... do teraz. Czuje obywatelski obowiązek podzielenia się z wami tym co się stało i opowiem wam kawałeczek przepisu na szczęście:
1. Weź się kurwa za siebie! poczuj czym jest egoistyczne podejście do życia, to właśnie TY masz być ze sobą szczęśliwy, nie staraj się uszczęśliwiać innych na siłę, na pewno nie kosztem swojego szczęścia.
2. Nie bój się podejmowania decyzji! nawet te złe czegoś Cię nauczą, a zapewniam Cię, z każdą następną podjętą decyzją poczujesz się coraz lepiej.
3. Odzyskaj pewność siebie! wiem, wiem, łatwo mi mówić pomyślicie. Otóż kurwa nie. Ja swoją straciłem na kilka lat, dałem się zmanipulować i podporządkować komuś. NIGDY KURWA WIĘCEJ. Stawiajcie na swoim, uwolnijcie moc swojego charakteru. Jeżeli trzeba to krzyczcie, jeżeli trzeba to bijcie pięściami w ściany co tylko wam pomoże, zróbcie to po to by pokazać sobie, że możecie mówić, myśleć i działać po swojemu.
4. Naucz się czegoś nowego lub powróć do czegoś co sprawiało Ci frajdę! ja wróciłem do gotowania i muszę przyznać, że od czasu kiedy mi się nikt w garnki nie wpierdala gotuję fenomenalnie. Ty też możesz to zrobić!
5. Zacznij uprawiać sport! jakikolwiek, jazda na rowerze, pobiegaj, pójdź na siłownię. Rozładujesz w ten sposób swoje frustracje, nic nie polepsza nastroju jak wysiłek fizyczny. Jedyną rzecz jaką musisz zrobić to podnieść swoje sflaczałe dupsko z fotela i działać!
6. NIGDY PRZENIGDY NICZEGO SOBIE NIE ODMAWIAJ! no chyba, że faktycznie musisz bo masz np. uczulenie na truskawki i po ich zjedzeniu możesz umrzeć, wtedy tego nie rób nawet gdy bardzo bardzo chcesz.
7. Naucz się interpretować swoje sumienie! niekiedy rzeczy które zrobiliście, czujecie się z nimi źle i nie dają wam spokoju sygnalizują coś bardzo ważnego. Wasze potrzeby! W moim przypadku tak było, w przypadku moich przyjaciół też. Zwracajcie uwagę na swoje potrzeby, nauczcie się je zaspokajać.
8. Nie szukaj szczęścia! Znasz tą historię kiedy szukasz ładowarki do aparatu którego nie używasz od lat, przerzucasz cały dom i jej nigdzie nie ma, a kiedy po kilku miesiącach schodzisz do piwnicy po słoik ogórków nagle okazuje się że ładowarka leży sobie spokojnie w kartoniku? tak właśnie jest ze szczęściem. Jeżeli będziecie cierpliwi samo was znajdzie.
Proste, nie? Chuja prawda, ciężkie do zrobienia jak cholera, ale nikt nie mówił, że bedzie lekko prawda?
do słychu

czwartek, 21 lutego 2013

Pan inżynier

Niedługo będzie już miesiąc od kiedy zostałem inżynierem. Prawie 8 lat studiów, zmarnowanego życia i pieniędzy  zmarnowanego czasu. Jednak dziś doświadczyłem tego, że ten czas nie był ani trochę zmarnowany ponieważ uświadomiłem sobie, że moje życie niczym się kurwa nie różni od czasu kiedy inżynierem nie byłem. Pracuje w korpie, która mnie najzwyczajniej irytuje, oczywiście mam świadomość, że nie ma korporacji w której pracują ludzie normalni a kadra zarządzająca wysokiego szczebla nie jest bandą hipokrytów, ale nie zmienia to nic w kwestii tego że nienawidzę swojej pracy. Teraz jako świeżo upieczony inżynier mam zamiar spróbować swoich sil na tzw rynku pracy. Rynek pracy od kiedy pamiętam intrygował mnie niezmiernie, biorąc pod uwagę choćby ogłoszenie tego typu: kierownika działu marketingu zatrudnię, 4 lata doświadczenia na podobnym stanowisku, wykształcenie wyższe lub w trakcie studiów. Teraz zadam nurtujące pewnie większość pretendentów pytanie: Jak do kurwy nędzy mam zdobyć stanowisko kierownicze podczas studiów utrzymać się na nim 4 lata i jeszcze ich nie skończyć, po czym skończyć je i zmienić pracę? pomijam fakt że moje życie się ułożyło  w taki sposób że w trakcie studiów zdobyłem stanowisko kierownika, lecz nie oszukujmy się, stanowisko kierownika w tej firmie może zdobyć tresowana malpa jeżeli przejdzie odpowiednie szkolenie na kasie, w biurze i na komputerze. Jednym słowem lipa. Już dawno zmieniłbym pracę gdyby nie pieniądze  które zarabiam nie małe, a także których bardzo potrzebuję. Zwłaszcza ostatnio, kiedy moje życie wywróciło się do góry nogami, zmieniło się wszystko całe szczęście na lepsze. Zawsze mawiałem że najlepszym przyjacielem weny jest smutek i żal. Werteryzm wynosimy w tym kraju z mlekiem matki, a jeśli matka decyduje się jednak piersią nie karmić sprawę przejmują rodacy. Smutek i żal moi mili może i nie jest najlepszym przyjacielem weny, może i jest jej bardzo dobrym kolegą lecz z weną to się trzeba urodzić. Ostatnimi czasy chodzę szczęśliwy, szczęśliwszy każdego dnia i w końcu zajrzałem i tu aby się tym z wami podzielić. Zmiany są dobre, tylko trzeba zrobić pierwszy krok.
Do zobaczenia  wkrótce.

niedziela, 21 października 2012

Czas na zmiany

Dziś zajżałem na swojego bloga, który zakurzył się już mocno i znalazłem taki oto wpis datowany na lipiec:

"Już na początku przygody z pisaniem (która de facto porzuciłem na długi czas) mówiłem o tym iż najlepiej pisze się pod wpływem złości. To się świetnie składa ponieważ jestem nieziemsko wkurwiony. trzęsie mnie jak tylko pomyślę sobie, że pora iść do pracy. Pytanie jakie sobie stawiam to: Czy to wszystko jest warte takich nerwów? Czy warto tracić zdrowie i siły na wkurwianie się za każdym razem kiedy widzę logo swojej firmy zbliżające się gdy idę odbić kartę zegarową. Otaczająca hipokryzja i atmosfera niepewności nie jest czynnikiem motywującym do pracy,  droga kadro zarządzająca!!! Przykre jest to że za każdym razem kiedy sobie przypominam stare dobre czasy to widzę jak teraz jest chujowo, jak ludzie zwalniają się nie dlatego że za mało zarabiają, tylko dlatego że firma która wciska ciemnotę o tym jak człowiek jest najważniejszy w rzeczywistości ma ich głęboko w dupie. W tej firmie nie warto awansować, ludzie boją się awansu, bo kiedy idziesz coraz wyżej piorą ci  mózg coraz bardziej i zamieniasz się w pacynkę z wielkim palcem w dupsku, a twoje ideały i twoje zdanie są szczelnie zaklejone grubą taśmą do której przylepiony jest zapisany w regulaminie uśmiech. Kiedy widzę pracownika sprzed 5 lat widzę uśmiechnięta pełną zapału osobę, która stara się zrobić coś dla ogółu, która pracuje w zespole bo tego chce, która pomaga innym bo wie że kiedy sama będzie potrzebować pomocy to ją dostanie. dziś widzę 20 zakładników w obozie pracy, gdzie w nagrodę rzucane są ochłapy i z roku na rok zakładników ubywa a ilość pracy nie zmienia się ani trochę.
Daję swojej firmie ostatnią szansę, ostatnią bo już dostała ją dwa razy. Do trzech razy sztuka, mam nadzieję że tym razem coś się zmieni bo to co się dzieje przestało być zabawne już dawno temu, a teraz doprowadza mnie szału."

Muszę z przykrością stwierdzić, że trzecia szansa została przeżuta i wysrana. Ot taka myśl przyszła mi do głowy: Znajdź inna pracę. I muszę Wam powiedzieć, że zacząłem jej szukać na pełnych obrotach. Dosyć mam tej nerwowej atmosfery. Trzęsie mnie na samą myśl, że muszę iść do pracy. Tak nie powinno być, nie życzę nikomu tego co przeżywam teraz. Jadąc tramwajem do pracy powtarzam jak mantrę jak tej pracy nienawidzę. mówię koniec, dość, STOP. Przez ostatni czas powtarzałem sobie, że zawsze może być gorzej, co ciekawe było. Za każdym razem było coraz gorzej. Jak tylko znajdę coś innego to spierdalam moi drodzy. Za jedną rzecz jestem jednak wdzięczny obecnemu pracodawcy: wiem jak nigdy nie będę traktował swoich pracowników.
mahalo



środa, 25 stycznia 2012

ego

Życie to dziwka i wiele osób o tym wie. Co by się stało gdyby chociaż raz wydarzyło się coś po naszej myśli w prosty nie zmącony niczym sposób. Możemy narzekać na to, że nam źle, że ACTA, że Tusk, ale tak naprawdę jedyna rzecz jaka ma znaczenie to nasze własne życie. Dziś wam opowiem dlaczego warto być egoistą. Wiele osób uważa, że egoizm to szczyt zła, że jest to totalny brak prospołecznych uwarunkowań. Moim skromnym zdaniem...gówno prawda. Warto być egoistą przez większość swojego życia bo w przeciwnym wypadku wylądujecie w przysłowiowym rowie z wielkim chujem w dupie i nikt przechodzący obok nawet nie pomyśli o tym żeby pomóc wam go wyjąć. Egoizm jest nie tylko sposobem obchodzenia się z innymi, jest również stylem życia, dzięki któremu można osiągnąć sukces, być szczęśliwym, spełnić swoje marzenia. Nie wiele jest osób które dobrze wychodzą na byciu czymś totalnie odwrotnym czytaj altruiści. Ja osobiście mam po dziurki w nosie bycia uprzejmym i dobroczynnym. W sumie nigdy dobrze na tym nie wyszedłem i już chyba nigdy nie wyjdę. Bądźcie dobrzy dla swych najbliższych bo reszta jest chuja warta.
peace:)