środa, 25 stycznia 2012

ego

Życie to dziwka i wiele osób o tym wie. Co by się stało gdyby chociaż raz wydarzyło się coś po naszej myśli w prosty nie zmącony niczym sposób. Możemy narzekać na to, że nam źle, że ACTA, że Tusk, ale tak naprawdę jedyna rzecz jaka ma znaczenie to nasze własne życie. Dziś wam opowiem dlaczego warto być egoistą. Wiele osób uważa, że egoizm to szczyt zła, że jest to totalny brak prospołecznych uwarunkowań. Moim skromnym zdaniem...gówno prawda. Warto być egoistą przez większość swojego życia bo w przeciwnym wypadku wylądujecie w przysłowiowym rowie z wielkim chujem w dupie i nikt przechodzący obok nawet nie pomyśli o tym żeby pomóc wam go wyjąć. Egoizm jest nie tylko sposobem obchodzenia się z innymi, jest również stylem życia, dzięki któremu można osiągnąć sukces, być szczęśliwym, spełnić swoje marzenia. Nie wiele jest osób które dobrze wychodzą na byciu czymś totalnie odwrotnym czytaj altruiści. Ja osobiście mam po dziurki w nosie bycia uprzejmym i dobroczynnym. W sumie nigdy dobrze na tym nie wyszedłem i już chyba nigdy nie wyjdę. Bądźcie dobrzy dla swych najbliższych bo reszta jest chuja warta.
peace:)

sobota, 21 stycznia 2012

nocny niczym en-piątka

i minął urlop. Dwa tygodnie przemknęły mi między palcami nawet nie wiem kiedy. Widzę że odwiedzacie profil w poszukiwaniu nowych postów a one zwyczajnie się nie pojawiają. Jest tego jeden powód. Utknąłem w bardzo chujowym miejscu pomiędzy wkurwieniem a totalnym nihilizmem a nie jest to zbyt płodny okres do pisania. Otaczająca rzeczywistość jest równie beznadziejna jak była wcześniej z tą jedną jedyną różnicą, że leży na ziemi breja przypominająca śnieg. Dziś bym się prawie wypierdolił przebiegając na przełaj dwupasmówkę na moim osiedlu. Biorąc pod uwagę, że w końcu udało mi się zacząć jazdy "elką" powinienem bardziej uważać aby się nie wjebać pod koła przebiegając przez ulicę bo szkoda żeby się pieniądze za kurs zmarnowały. pierwsza jazda w środę sprawiła mi wiele przyjemności i frajdy gdyż szło mi nad wyraz dobrze więc trzymajcie kciuki aby było tak dalej i żebym nie rozjechał tych pojebańców co wbiegają pod samochody byle gdzie. Ja chociaż czekam aż samochód przejedzie a nie włażę jak niepełno sprytny prosto pod koła auta jadącego 2 metry ode mnie.
Kolejna ciekawostka tygodnia to to, że w tym tygodniu wygrała ze mną nikotyna w postaci analogowej czyt. Pall Mall Blue. Nie wiem czy to przez stres czy przez tęsknotę do jednej z niewielu prostych przyjemności w moim życiu. Niesamowite jest to jak człowiek potrafi się całkowicie odmienić po wchłonięciu kilku machnięć papierosa. Wszystkie złości odchodzą na drugi plan, liczy się tylko ta mała cudownie dymiąca rzecz w twoim ręku. Ci co nigdy nie palili nałogowo nigdy tego nie zrozumieją... ich sprawa, ale moim zdaniem nie ma nic lepszego niż papieros na lekkim mrozie.
W sumie jak teraz patrzę to nawet jak myślałem, że nie mam o czym pisać to się coś znalazło, szkoda tylko że w takim nędznym nastroju. Generalnie dziś jakaś pełnia czy ki chuj bo spać nie mogę. Może jeszcze w weekend coś skrobnę, może wrócę do pisania opowiastki co zacząłem dawno temu, a może zwyczajnie pouczę się na egzamin. Ostatni wolny weekend nie wiadomo do kiedy, więc trzeba go spędzić owocnie.
see ya

środa, 11 stycznia 2012

system eliminacji

Urlop. Czas odpoczynku i relaksu. Czas błogiego lenistwa i nieróbstwa. Tak... i w tym momencie już możemy przestać się oszukiwać. Słowo urlop straciło swoje znaczenie w momencie, gdy Wałęsa skoczył przez mur stoczni gdańskiej. O tego czasu żyjemy w ogromnej machinie, która sprawia że wysrywamy z siebie resztki godności i motywacji by wypocząć jak najmocniej podczas naszych wycieczek do Tunezji i Egiptu, aby po powrocie z lekkością ducha przyjąć na mordę lewy sierpowy od szarej rzeczywistości. Na szczęście w moim przypadku już zapewniłem sobie rozrywkę na urlop, zaczęła się moja 13 sesja na studiach. Tak moi drodzy, trzynasty raz staram się udowodnić całemu półświatkowi profesury, że moje z dupy wzięte odpowiedzi na ich kretyńskie pytania zasługują na najpiękniejszą ocenę na świecie czyli nędzną tróję. 7 lat mija jak zacząłem przygodę z tą uczelnią i nic już chyba nie jest w stanie mnie zaskoczyć, przeżyłem kilku profesorów, kilkunastu doktorów a magistrów nawet nie będę liczył. W grudniu planuję zakończyć przygodę z edukacją permanentnie bo już powoli pierwszoroczniaki zaczynają mi "dzień dobry" mówić. Tytuł inżyniera zaczyna nabierać namacalnego charakteru i to mi się chyba podoba najbardziej. Z resztą już mi się nie opłaca studiować bo mi się zniżka studencka w tym roku kończy. Ehhh, pamiętam jak dziś mój pierwszy dzień na polibudzie. pełen entuzjazmu, motywacji i chęci. jaki byłem dumny z siebie gdy na pierwszych ćwiczeniach zgłosiłem się do zadania i dostałem plus za aktywność. Niesamowite jest to jak podejście zmienia się z semstru na semestr. Po 2 pierwszych latach już nawet się nie oszukiwałem że w tym semestrze będę się uczyć czy chodzić na wykłady. Kto chodzi na wykłady tak w ogole? I jak muszą się czuć gdy będąc na każdym wykładzie choćby był w poniedziałek o 7:00 dostają na zaliczeniu 3 a ktoś kto pojawia się na egzaminie mówiąc o prowadzącym "to tak ten koleś wygląda" zdaje na 4. Jak to mawia moja lektorka z angielskiego: Śmierć frajerom. Ja na wykłady nie chodzę bo to strata czasu, tyle samo dowiem się z Discovery bez wychodzenia z domu.
Żeby było jeszcze zabawniej w pierwszy dzień mojego urlopu spadł śnieg. Zajekurwabiście, wyobraźcie sobie moją radosną minę gdy wstając rano ujrzałem zasypane drogi i samochody. Na szczęście dodatnia temperatura spełniła swoją rolę i unicestwiła ten obraz nędzy i rozpaczy. Znów na trawnikach leżą tylko gówna. Nie rozumiem tylko bandy idiotów, którzy jarają się jak dzieci na amfetaminie i piszą na fejsie przeróżne synonimy śniegu dodając do tego masę ozdobników. Kurwa śniegu nie widzieli na oczy. Biała śmierć...
Tydzień zapowiada się obiecująco, następny jeszcze bardziej więc posty mogą się pojawiać z opóźnieniem. Inaczej nie da rady po jestem zarobiony po same pachy, tym czasem żegnam się i do następnego.

piątek, 6 stycznia 2012

kawa z rzęsą nosorożca

co się stało z tym światem. Jeszcze kilka lat temu licealna niepełnoletnia młodzież spotykała się w celach towarzyskich głównie po to żeby się najebać. Zakazany owoc smakuje najbardziej, zwłaszcza jak jest to tani jabol z żabki lub przez wiele osób wspominana z rozkoszą arizona. Teraz nie dość, że jabole smakują jak ścierwo, to jeszcze przypłynęła do nas z zagranicy kultura emo-gejo-hipstero-chujwieco. Sam już do końca nie wiem jak ich określać bo nie da się jednoznacznie. Ja rozumiem, że są rzeczy modne, zawsze były, ale żeby spędzać wagary przy kawie w Starbucksie to już jest szczyt kretynizmu. A nie, przepraszam, szczytem kretynizmu jest dać za kawe 20zł i dostać ją w papierowym kubku. I te ich rozmowy w autobusach, na przystankach, na ławkach, kurwa wszędzie. Kto z was kiedykolwiek siedząc z kolegami ze szkoły na ławce z browarem w łapie rozprawiał o filozofii Nietzschego, o tym, że jesteś za uwolnieniem zwierząt hodowlanych czy też że Freddy Mercury był najseksowniejszym gejem na świecie, dodam że to ostanie padło z ust dziewczyny. Strzelam w ciemno: NIKT. No bo co to kurwa za tematy? Uwolnijcie zwierzęta a potem pierdolcie, że się boicie wyjść z domu bo ta krowa tak na was patrzy, a Freddy tak wyszedł na gejostwie, ż umarł na AIDS. Nie chodzę do Starbucksa, bo po pierwsze nie lubie kawy, po drugie nawet gdybym lubił to nie stać mnie na nią przy takich cenach, a po trzecie ( i tu powraca motyw emo-gejo-hipstero-chujwieco) prawdopodobnie nie dałbym rady wystać w kolejce.
Myślałem, że na młodzież w tym kraju ma wpływ kultura zachodnia, że przyszło to całe gówno właśnie zza tamtej granicy, lecz z przykrością muszę stwierdzić, że nie. Tam chleją tyle, że aż jest to nieprzyzwoite. Wiele osób może pomyśleć, że pijące dzieciaki to nic dobrego. Nic bardziej błędnego. Pomyślcie co się stanie jak takie osoby trafią na studia, z dala od domu i zamieszkają w akademiku, gdzie się pije bez względu na wiek, zainteresowania, kolor skóry. Na studiach wóda, która jest głównym składnikiem diety studenckiej, przyćmi im racjonalne myślenie i zatracą się w tym po co tam przyszli. Efektem takiej sytuacji jest list który przyjdzie do mamy i taty do domu z informacją o wypierdoleniu z alma mater ich kochanej córeczki czy synka. I dupa. Nie doszłoby do takiej sytuacji gdyby szalona nastoletnia młodość wzięła górę, bo wtedy nie ma odpowiedzialności i ograniczeń i można robić co tylko się komu podoba.

na sam koniec chciałbym pozdrowić autorkę słów zamieszczonych w tytule posta. W ten właśnie sposób wytłumaczyła mi dlaczego kawa w Starbucksie jest taka droga.

mahalo

czwartek, 5 stycznia 2012

drugi pierwszy

dziś postanowiłem jednak rozszerzyć działalność, aby nie pisać tylko dla siebie i jednego czytelnika, którego btw bardzo dobrze znam. niestety wiązało się to z przeniesieniem do nieznanego nikomu archiwum pierwszego posta powstałego w przypływie emocji. Pisałem wkurwiony, co bardzo korzystnie wpłynęło na jego treść, nie powiem że nie, ale słowa tam zawarte mogłyby urazić kilka osób, a tego (przynajmniej na tym etapie) nie potrzebuję ani ja ani Wy. Lecz by nie być totalnym hipokrytą poniżej wstawiam sporą część pierwszego posta, by ukazać nowym czytelnikom powagę sytuacji lub po prostu na co się decydują czytając te wypociny.


"życie bywa okrutnie zabawne. z jednej strony daje ci ogromną ilość możliwości aby za chwilę zasadzić ci kopa w plecy, nawet nie w dupę, w plecy między łopatki. tak abyś całym impetem przyjebał mordą w błoto. Kim jestem? Może na początek kilka słów na temat kim nigdy nie będę. Przez całe swoje życie uważałem, że społeczność blogerska to masa bezużytecznych ludzi, którzy przez postulowanie swoich niemych mentalnie i semantycznie poglądów, powodują że masz ochotę ciąć żyły wzdłuż ramienia. Co ciekawe nadal tak sądzę, ale sam zacząłem pisać tutaj bo nieważne gdzie się odezwę tam policzkują mnie:
1. Wszechobecna tolerancja
2. Poprawność polityczna
3. Ustawa o wolności słowa
4. Banda gówniarzy-indywidualistów."

Cytować z samego siebie to już przesada lecz dzięki temu genialnemu zabiegowi część z mniej ogarniętej całkowicie przypadkowej widowni powinna zauważyć gdzie się ów cytat kończy i zaczyna.
Wkurwienie już mnie tak nie ogarnia, dziś dawkę nikotyny zapewnia firma Joyetech z czołowym produktem e-szlugiem, a on z kolei pozwala na chwilę zapomnieć o normalnym dymku. Gdyby faje tak przeokrutnie nie jebały smrodem palonych liści i szmat podłogowych to bym dalej palił z uśmiechem na ustach, lecz rzeczywistość wygląda jak zwykle. Najlepszym momentem podczas palenia e-papierosa na przystanku autobusowym jest zwalniająca straż miejska bądź policja, gdzie chyba w końcu przestali zatrudniać idiotów bo z daleka są w stanie zauważyć iż nie jest to palony tytoń i jadą dalej. Podobnie w klubach, w budynkach, restauracjach. Czekam aż zachoruję to i w przychodni "zapalę".
Dzień się jeszcze na dobre nie skończył a już mam dosyć, jeszcze do tej jebanej roboty muszę jechać. Dobrze, że od poniedziałku urlop, zaległy rzecz jasna. Dwa tygodnie w gorącym styczniowym słońcu. Wymarzona pora na urlop, no ale cóż, później też nie ma kiedy wykorzystać i znów jak ten cioł będę czekał rok żeby wykorzystać podwójnie zaległy urlop.
Na zakończenie historia pewnego biednego człowieka którego miasto i zarząd dróg zrobiło w chuja. Jak co roku drogowcy są zaskoczeni przez zimę to w tym roku się zabezpieczyli, przygotowali, piaskarki już rdzewieją niejeżdżone a zima dalej swoje i zaskoczyła drogowców tym że ich olała zimnym moczem w postaci śniegu z deszczem i 10 stopni w styczniu. Jednak miasto dalej swoje i w większości miejsc tzw. strategicznych poustawiało żółte znaki "zakaz zastawiania, miejsce składowania śniegu". Fajnie, tylko że śniegu nie widziałem od lutego 2011, a zastawić, jak jest ładnie napisane, niewolno. Pewien mężczyzna pomyślał sobie (no kto by pomyślał inaczej), że skoro śniegu nie ma to i zakaz nieważny. I tym sposobem schylił się po metaforyczne mydło, bo jego samochód został dziś ozdobiony żółtą (ironicznie pod kolor tablicy) blokadą. Policja ma to serdecznie w najciemniejszym środku dupy czy tam ktoś stanie samochodem czy rozstawi cyrkowy namiot, ale strażnicy teksasu już nie. Zimy nie ma, śniegu nie ma, a mandat za pozostawienie samochodu w obszarze przeznaczonym do składowaniu śniegu jest... i to nie byle jaki bo 300zł.
tym miłym akcentem "innym jest gorzej" kończę na dziś i idę na autobus, który jak zwykle przyjedzie "o czasie"
do następnego