czwartek, 5 stycznia 2012

drugi pierwszy

dziś postanowiłem jednak rozszerzyć działalność, aby nie pisać tylko dla siebie i jednego czytelnika, którego btw bardzo dobrze znam. niestety wiązało się to z przeniesieniem do nieznanego nikomu archiwum pierwszego posta powstałego w przypływie emocji. Pisałem wkurwiony, co bardzo korzystnie wpłynęło na jego treść, nie powiem że nie, ale słowa tam zawarte mogłyby urazić kilka osób, a tego (przynajmniej na tym etapie) nie potrzebuję ani ja ani Wy. Lecz by nie być totalnym hipokrytą poniżej wstawiam sporą część pierwszego posta, by ukazać nowym czytelnikom powagę sytuacji lub po prostu na co się decydują czytając te wypociny.


"życie bywa okrutnie zabawne. z jednej strony daje ci ogromną ilość możliwości aby za chwilę zasadzić ci kopa w plecy, nawet nie w dupę, w plecy między łopatki. tak abyś całym impetem przyjebał mordą w błoto. Kim jestem? Może na początek kilka słów na temat kim nigdy nie będę. Przez całe swoje życie uważałem, że społeczność blogerska to masa bezużytecznych ludzi, którzy przez postulowanie swoich niemych mentalnie i semantycznie poglądów, powodują że masz ochotę ciąć żyły wzdłuż ramienia. Co ciekawe nadal tak sądzę, ale sam zacząłem pisać tutaj bo nieważne gdzie się odezwę tam policzkują mnie:
1. Wszechobecna tolerancja
2. Poprawność polityczna
3. Ustawa o wolności słowa
4. Banda gówniarzy-indywidualistów."

Cytować z samego siebie to już przesada lecz dzięki temu genialnemu zabiegowi część z mniej ogarniętej całkowicie przypadkowej widowni powinna zauważyć gdzie się ów cytat kończy i zaczyna.
Wkurwienie już mnie tak nie ogarnia, dziś dawkę nikotyny zapewnia firma Joyetech z czołowym produktem e-szlugiem, a on z kolei pozwala na chwilę zapomnieć o normalnym dymku. Gdyby faje tak przeokrutnie nie jebały smrodem palonych liści i szmat podłogowych to bym dalej palił z uśmiechem na ustach, lecz rzeczywistość wygląda jak zwykle. Najlepszym momentem podczas palenia e-papierosa na przystanku autobusowym jest zwalniająca straż miejska bądź policja, gdzie chyba w końcu przestali zatrudniać idiotów bo z daleka są w stanie zauważyć iż nie jest to palony tytoń i jadą dalej. Podobnie w klubach, w budynkach, restauracjach. Czekam aż zachoruję to i w przychodni "zapalę".
Dzień się jeszcze na dobre nie skończył a już mam dosyć, jeszcze do tej jebanej roboty muszę jechać. Dobrze, że od poniedziałku urlop, zaległy rzecz jasna. Dwa tygodnie w gorącym styczniowym słońcu. Wymarzona pora na urlop, no ale cóż, później też nie ma kiedy wykorzystać i znów jak ten cioł będę czekał rok żeby wykorzystać podwójnie zaległy urlop.
Na zakończenie historia pewnego biednego człowieka którego miasto i zarząd dróg zrobiło w chuja. Jak co roku drogowcy są zaskoczeni przez zimę to w tym roku się zabezpieczyli, przygotowali, piaskarki już rdzewieją niejeżdżone a zima dalej swoje i zaskoczyła drogowców tym że ich olała zimnym moczem w postaci śniegu z deszczem i 10 stopni w styczniu. Jednak miasto dalej swoje i w większości miejsc tzw. strategicznych poustawiało żółte znaki "zakaz zastawiania, miejsce składowania śniegu". Fajnie, tylko że śniegu nie widziałem od lutego 2011, a zastawić, jak jest ładnie napisane, niewolno. Pewien mężczyzna pomyślał sobie (no kto by pomyślał inaczej), że skoro śniegu nie ma to i zakaz nieważny. I tym sposobem schylił się po metaforyczne mydło, bo jego samochód został dziś ozdobiony żółtą (ironicznie pod kolor tablicy) blokadą. Policja ma to serdecznie w najciemniejszym środku dupy czy tam ktoś stanie samochodem czy rozstawi cyrkowy namiot, ale strażnicy teksasu już nie. Zimy nie ma, śniegu nie ma, a mandat za pozostawienie samochodu w obszarze przeznaczonym do składowaniu śniegu jest... i to nie byle jaki bo 300zł.
tym miłym akcentem "innym jest gorzej" kończę na dziś i idę na autobus, który jak zwykle przyjedzie "o czasie"
do następnego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz