środa, 11 stycznia 2012

system eliminacji

Urlop. Czas odpoczynku i relaksu. Czas błogiego lenistwa i nieróbstwa. Tak... i w tym momencie już możemy przestać się oszukiwać. Słowo urlop straciło swoje znaczenie w momencie, gdy Wałęsa skoczył przez mur stoczni gdańskiej. O tego czasu żyjemy w ogromnej machinie, która sprawia że wysrywamy z siebie resztki godności i motywacji by wypocząć jak najmocniej podczas naszych wycieczek do Tunezji i Egiptu, aby po powrocie z lekkością ducha przyjąć na mordę lewy sierpowy od szarej rzeczywistości. Na szczęście w moim przypadku już zapewniłem sobie rozrywkę na urlop, zaczęła się moja 13 sesja na studiach. Tak moi drodzy, trzynasty raz staram się udowodnić całemu półświatkowi profesury, że moje z dupy wzięte odpowiedzi na ich kretyńskie pytania zasługują na najpiękniejszą ocenę na świecie czyli nędzną tróję. 7 lat mija jak zacząłem przygodę z tą uczelnią i nic już chyba nie jest w stanie mnie zaskoczyć, przeżyłem kilku profesorów, kilkunastu doktorów a magistrów nawet nie będę liczył. W grudniu planuję zakończyć przygodę z edukacją permanentnie bo już powoli pierwszoroczniaki zaczynają mi "dzień dobry" mówić. Tytuł inżyniera zaczyna nabierać namacalnego charakteru i to mi się chyba podoba najbardziej. Z resztą już mi się nie opłaca studiować bo mi się zniżka studencka w tym roku kończy. Ehhh, pamiętam jak dziś mój pierwszy dzień na polibudzie. pełen entuzjazmu, motywacji i chęci. jaki byłem dumny z siebie gdy na pierwszych ćwiczeniach zgłosiłem się do zadania i dostałem plus za aktywność. Niesamowite jest to jak podejście zmienia się z semstru na semestr. Po 2 pierwszych latach już nawet się nie oszukiwałem że w tym semestrze będę się uczyć czy chodzić na wykłady. Kto chodzi na wykłady tak w ogole? I jak muszą się czuć gdy będąc na każdym wykładzie choćby był w poniedziałek o 7:00 dostają na zaliczeniu 3 a ktoś kto pojawia się na egzaminie mówiąc o prowadzącym "to tak ten koleś wygląda" zdaje na 4. Jak to mawia moja lektorka z angielskiego: Śmierć frajerom. Ja na wykłady nie chodzę bo to strata czasu, tyle samo dowiem się z Discovery bez wychodzenia z domu.
Żeby było jeszcze zabawniej w pierwszy dzień mojego urlopu spadł śnieg. Zajekurwabiście, wyobraźcie sobie moją radosną minę gdy wstając rano ujrzałem zasypane drogi i samochody. Na szczęście dodatnia temperatura spełniła swoją rolę i unicestwiła ten obraz nędzy i rozpaczy. Znów na trawnikach leżą tylko gówna. Nie rozumiem tylko bandy idiotów, którzy jarają się jak dzieci na amfetaminie i piszą na fejsie przeróżne synonimy śniegu dodając do tego masę ozdobników. Kurwa śniegu nie widzieli na oczy. Biała śmierć...
Tydzień zapowiada się obiecująco, następny jeszcze bardziej więc posty mogą się pojawiać z opóźnieniem. Inaczej nie da rady po jestem zarobiony po same pachy, tym czasem żegnam się i do następnego.

1 komentarz: